Malowane pasje JoVanki

Joanna (JoVanka) Niedzielska jest z wykształcenia psychologiem i arteterapeutą, kocha malować używając wielu kolorów. Prywatnie żona i mama włochatych dzieci, czyli 2 szalonych psów i 4 magicznych kotów 🙂 Uwielbia obcowanie z przyrodą, las to miejsce, które kocha, to tam znajduje inspirację do malowania i tworzenia.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z malowaniem i dlaczego wybrałaś akurat ten rodzaj twórczości ?

Rysowanie i malowanie towarzyszą mi od wczesnego dzieciństwa. Wstyd się przyznać, ale jako kilkulatka brałam kredkę i bazgrałam po książkach. Kolorowanki, kredki schodziły u nas w domu za moją sprawą w ilościach hurtowych 🙂 miałam to szczęście, że rodzice pracowali w drukarni, więc papier w domu był zawsze:) W sklepie nie prosiłam o zabawki, tylko o nowe kredki, farbki itp. Moim marzeniem były kredki bambino, które w latach ’80 były pragnieniem wielu dzieci.

Oprócz rysowania i malowania ciągle coś tworzyłam, lubiłam, gdy z niczego powstawało coś. Spędzałam tak długie godziny, coś klejąc, tnąc, rysując – to był mój świat. Pamiętam, że latem w tv emitowali program dla dzieci, w którym pani zawsze kleiła jakąś postać z plasteliny lub modeliny a ja siedziałam uważnie oglądając. Gdy program się kończył, kleiłam swoją taką samą postać, a później wręczałam mamie w prezencie. Ciągle coś wymyślałam i robiłam, to było coś co dawało mi radość – zresztą teraz też tak jest, to daje mi power.

Dlaczego wybrałam malowanie? Bo to najbardziej czuję w sercu. Kocham kolory, uwielbiam mieszać farby i czarować nowe barwy, to jest magiczny proces. Malowanie pozwala wypowiedzieć więcej, niż potok słów. Od niedawna swoich sił próbuję także w ceramice, ale póki co, to bardzo podstawowy poziom.

Co ma wpływ na Twoje twórcze decyzje, wybór kolorów, materiałów, technik itp.?

Wszystko zależy od potrzeb osoby dla której maluję. Najpierw więc robię wywiad o ulubionych kolorach lub o miejscu, do którego mój produkt jest zamawiany. Jeśli ma to być prezent, to chcę wiedzieć coś o obdarowywanym, pomaga mi to wyobrazić sobie tę osobę, miejsce z moim dziełem. Jeśli maluję dla siebie, co niestety rzadko ma miejsce, słucham serca. To tam jest przecież całe bogactwo informacji.

Zawsze maluję z serca, więc każda praca ma dużo dobrej energii. Gdy tworzę, myślę o tym, aby Klient miał dużo radości, wzruszenia. Żeby poczuł się wyjątkowo, bo ma coś, czego nie kupi w sieciówce, że zostało to stworzone z myślą o nim. Bardzo często dostaję wiadomości od Klientów, jaka była reakcja osób obdarowanych – łzy wzruszenia, dużo radości i refleksji.

A ponieważ tworząc swój produkt robię to zawsze najlepiej jak potrafię i na 100 %, wiem, że mój cel zostaje wówczas osiągnięty – daję szczęście innym. I sobie przy okazji także. Zawsze czekam w napięciu na informację, że paczka dotarła i że wszystko się podoba, bo przecież zdjęcia nie oddają rzeczywistości tak bardzo.

W jakim miejscu tworzysz? Czy to przestrzeń wspólna z domownikami, czy też osobne, specjalnie przeznaczone ku temu  miejsce?

Moja przestrzeń twórcza to biurko w salonie. Nie mam tego szczęścia – własnej pracowni, gdzie mogłabym zamknąć drzwi i odciąć się od wszystkiego. A więc maluję obok męża i moich zwierzaków – 2 psy i 4 koty, to oni razem dają mi wewnętrzny spokój, choć czasami też i denerwują 🙂 Szczególnie koty muszą przyjść, wejść w farbę i postemplować biurko, podłogę i ruszyć dalej w drogę… ale to jest bardzo artystyczne, bez tego moja pracownia nie miałaby swojego klimatu.

Mówię „pracownia” na moje biurko 🙂 A kiedy potrzebuję tworzyć w samotności, to zakładam słuchawki z ulubioną muzyką, którą nastawiam głośno i wówczas maluję, zatracam się w kolorach, gubiąc przy tym poczucie czasu.

Ale bardzo wierzę w to, że jeszcze będę miała swoją pracownię na strychu lub w piwnicy, gdzie będzie jak tam – mówi mój ukochany Kubuś Puchatek -”bardzo skomplikowany porządek”. Zawsze lubiłam jak w przestrzeni dużo się działo, było dużo klamotów, kolorów, bo to inspiruje, zaczepia moją uwagę i przynosi pomysły. W takim otoczeniu czuję się dobrze 🙂 i w tej pracowni będą oczywiście moje zwierzaki, bo bez nich nie wyobrażam sobie domu, atelier, ani życia.

Jak oceniasz sektor rękodzieła w Polsce? Co poradziłabyś dziś młodym ludziom myślącym na poważnie o zajęciu się zawodowo rękodziełem? Na co powinni zwrócić szczególną uwagę mierząc się z tym niełatwym przecież wyzwaniem i wielką konkurencją?

Moja rada? Słuchaj swojego serca, bo tam są odpowiedzi. I nie słuchaj głowy, która z lęku będzie Cię zniechęcać, będzie podsuwać tylko to co niekorzystne. A gdy słuchasz serca i podążasz za tym co ono mówi, to cały Wszechświat sprzyja Twoim wyborom. Ja to niestety wiem po latach, ale nic straconego, ważne że teraz go słucham i zaczyna mi się wszystko układać w spójną całość.

Słuchaj siebie wybierając szkołę, studia cokolwiek, nie wierz, że jakiś zawód jest popłatny, a artystyczny nie, tak nie jest, bo jeśli się do czegoś zmuszasz, nie masz do tego przekonania to nie będzie szło i nie zarobisz tych pewnych pieniędzy i będziesz nieszczęśliwy. Kiedy robisz co kochasz, jesteś szczęśliwy i dajesz to szczęście innym, to pieniądze za tym też przyjdą. A konkurencja ? Była, jest i będzie, ale jeśli robisz coś po swojemu, jesteś oryginalny to i nie ma z kim konkurować. Poza tym „każda potwora znajdzie swego amatora”. 🙂 Odwagi!

Czy istnieje dużo mitów i stereotypów dotyczących prowadzenia marki handmade? I czy mogą one utrudniać decyzję dotyczącą kwestii typu – zostawiam etat, będę zajmować się rękodziełem?

Myślę, że jest sporo takich opinii w społeczeństwie, ale odniosę się do poprzedniej mojej odpowiedzi – te mity, stereotypy powstają bowiem w ludziach z lęku, z lęku przed nieznanym. Boją się próbować, iść za głosem serca, boją się porażki. Etat daje złudne poczucie bezpieczeństwa, bo przecież w każdej chwili możemy go stracić, bo zależy to naszego szefa, otrzymamy wypowiedzenie i bańka bezpieczeństwa pęka, a my toniemy w strachu.

Sama miałam taką sytuację, pracowałam na etacie kilkanaście lat, czując się bezpiecznie, ale nadszedł tego kres, a ja czułam się jak osoba nieumiejąca pływać, wrzucona na głęboką wodę. I wtedy przypomniałam sobie o malowaniu, to była moja terapia w trudnej sytuacji w jakiej się znalazłam. Wcześniej też malowałam, ale „z doskoku” bo nie miałam czasu – praca na etacie przenosiła się do domu i zabierała czas i głowę.

W końcu zaczęłam mieć czas, aby rozwinąć MaloVanki JoVanki, poświęcić marce tyle czasu i uwagi ile chcę, aby dopieścić profile w mediach społecznościowych, dopracować sposób pakowania i brandowania.

Obecnie mam pracę związaną ze sztuką, więc cały czas jestem w tym samym klimacie i to mi pomaga, aby się nie rozpraszać na zajęcie, którego nie lubię. Także jeszcze raz podkreślę, aby robić i kształcić się w tym co podpowiada nam serce.

W jakich miejscach w sieci można zobaczyć i nabyć Twoje prace?

Zapraszam na mój profil na facebooku www.facebook.com/malovanki.jovanki

oraz na instagram www.instagram.com/malovanki_jovanki

Wkrótce powstanie także moja strona www, wraz ze sklepem, ale na to trzeba jeszcze chwilę poczekać 🙂

2 komentarze do “Malowane pasje JoVanki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.