Małgorzata Płoszaj z certyfikatem Ambasadora Polskiego Rękodzieła kampanii HANDMADE YOUTH Programme

Pasja tworzenia towarzyszy jej od zawsze, podobnie jak chęć poznawania nowych technik rękodzielniczych i dzielenia się nimi z innymi. Jako absolwentka Krakowskiej Szkoły Projektowania Mody i Stylizacji Ubioru współpracuje z inicjatywą Twórcze Czwartki z Wieliczki, prowadząc warsztaty konstrukcji i szycia ubioru oraz warsztaty filcowania na mokro. Tworzy toczki, kapelusze, fascynatory, biżuterię, odzież.

Od jak dawna towarzyszy Ci w życiu pasja do rękodzieła?

Prace plastyczne, rysunek żurnalowy i robótki ręczne były zawsze moją pasją. W wieku sześciu lat nauczyłam się od mamy dziergać na drutach. W szkole podstawowej robiłam dla siebie swetry, a nawet zaczynałam szyć. Ze starych ogrodniczek i kawałka flaneli uszyłam sobie plecak, który nosiłam do szkoły, a każdy wolny fragment zeszytu zawsze zdobiły projekty sukien.

W czasach kiedy dorastałam, wybór artystycznego zawodu wydawał się być nierozsądny, więc skończyłam biologię  rozpoczęłam pracę w laboratorium. Z całą mocą wróciłam do pasji na urlopie wychowawczym. Zaczęło się od szydełkowych naszyjników, a później poszło dalej. Pasja dawała mi wytchnienie w codziennych obowiązkach młodej mamy, zachęcona przez przyjaciółkę założyłam blog i tam prezentowałam swoje prace.

Z czasem zafascynowało mnie filcowanie. Zaczęłam łączyć różne techniki rękodzielnicze. W 2012 roku trafiłam na wakacyjne plenerowe zajęcia organizowane przez Panią Bożenę Nowak. Tak pokazałam swoje filcowane prace i tak już zostało, później dołączyłam do Twórczych czwartków i tam prowadziłam także warsztaty filcowania na mokro.

Spotkanie z artystami w czasie plenerów zaowocowało możliwością prezentowania prac na wielu wystawach, przede wszystkim na wystawach wieńczących plenery, ale także w ramach corocznych wernisaży lokalnych twórców „Bliżej siebie”. Miałam również przyjemność prezentować swoje prace podczas miesięcznej wystawy w Krakowskim Ogrodzie Botanicznym.

Jednak głód poznania nowych technik prowadził mnie dalej. Zawsze marzyłam o szyciu, otaczałam się tkaninami i sama próbowałam szyć. Z resztek tkanin wykonywałam biżuterię. Więc często chodziłam ubrana według własnego pomysłu. Kiedy karmiłam syna, szyłam dla siebie sukienki dla karmiącej, sukienki cieszyły się powodzeniem.

Uszyłam ich sporo również dla koleżanek. Wciąż jednak brakowało mi warsztatu, takiego z prawdziwego zdarzenia. Ukończyłam więc Szkołę Projektowania Mody i Stylizacji Ubioru, zafascynowana konstrukcją i modelowaniem odzieży.  Dzisiaj prowadzę warsztaty konstrukcji i szycia, a dla dzieci warsztaty projektowania odzieży.

Od niedawna tworzę także kapelusze, toczki i fascynatory, gromadzę stare, zabytkowe wręcz formy modniarskie. Uczyłam się pod okiem modystki, mistrzyni zawodu Moniki Grzybowskiej, która prze lata pracowała w Londynie, a obecnie poza pracownią w rodzinnej Bydgoszczy prowadzi w całej Polsce warsztaty modniarskie. 

Mogę powiedzieć o sobie, że lubię wyzwania i często podejmuję naukę nowych technik, by móc je w przyszłości wykorzystać. Dużo czerpię ze współpracy z Twórczymi czwartkami, jesteśmy bardzo kreatywnym zespołem, wzajemnie się inspirujemy i wspieramy.  Obecnie jestem słuchaczką Szkoły Wizażu i Stylizacji, gdzie również korzystam z moich manualnych umiejętności.

Z czego czerpiesz  najczęściej inspiracje do swoich projektów?

To dobre pytanie. Nie mam jednego źródła inspiracji, jest ich wiele. W moich pracach najczęściej pojawiają się kwiaty. Inspiruje mnie bogactwo ich barw i form, więc często stąd czerpię połączenia kolorystyczne. Bardzo lubię fotografować kwiaty, uwieczniać ich deliktną strukturę i barwę. Później często wykorzystuję te zdjęcia do zrealizowania swojego pomysłu.

Czasem isnpiracją jest materiał, np. kawałek tkaniny, który zostaje po uszyciu jakiejś rzeczy, albo zwyczajnie wypatrzony w sklepie. Widzę i wiem, co z tego powstanie, jak go wykorzystam. Od kilku lat zbieram także stare wydania magazynów krawieckich, pasjonuje mnie zwłaszcza moda lat 60tych.

Zdjęcia tych wspaniale odszytych modeli, dopracowane detale, piękne tkaniny i kobiece fasony. Szczególnie upodobałam sobie styl Jackie Kennedy, zdarza mi się uszyć sukienkę inspirowaną jej zdjęciem. Wykrój modeluję sama, korzystając z tych, które już mam.

Często inspiracją są spotkania z twórczymi ludźmi, które dają mi mnóstwo energii i chęci do działania, a często uczą nowych rozwiązań, pobudzają do nowych pomysłów.

Bogatym źródłem inspiracji jest oczywiście internet, chociaż trzeba z tym uważać, żeby po pierwsze nie zacząć kopiować,  po drugie nadmierne przeglądanie różnych projektów może się skończyć utratą własnego stylu. Nie mniej jednak lubię zaglądać do sieci, bo czasem znajduję tam nowe ciekawe techniki, tutoriale, kursy.

Jaki wpływ na Twoją twórczość ma miejsce, w którym tworzysz? Jak ważny jest panujący w nim nastrój, atmosfera, porządek, lub wręcz przeciwnie – może panuje w nim artystyczny nieład?

Wszystko zależy od tego na czym pracuję, jakiego skupienia to ode mnie wymaga i jaki jest termin wykonania. Tworzę, szyję w domu, mam przystosowany do tego kącik na poddaszu, jednak ze względów praktycznych, zwykle pracuję w salonie, przy trójce dzieci wygodniej jest przenieść się do salonu niż odrywać się od pracy co kilka minut.

Kiedy szyję coś trudniejszego, przy czym muszę dobrze zaplanować krój, wymodelować go, albo odszyć jakiś trudniejszy detal – musi być cisza. Hałasy mnie rozpraszają. Czasem dzielę swoją pracę na etapy możliwe do zrealizowania w warunkach domowych, w przestrzeni, w której ciągle coś się dzieje, zwłaszcza w epoce zdalnej edukacji.

Dlatego przy trudniejszych projektach planuję jednego dnia wykonać formę i sprawdzić ją wykonując próbkę i wykroić. Szyję dopiero następnego dnia, mam naturę perfekcjonisty, lubię, gdy coś wygląda idealnie, jest dopracowane…a to wymaga spokoju, który daje mi dobrze zaplanowane działanie. Inaczej sprawy się mają wówczas, kiedy filcuję lub robię kapelusze.

W takiej sytuacji mogę pracować w towarzystwie. Zresztą nawet tak jest przyjemniej. Przy filcowaniu chętnie towarzyszą mi dzieci, podoba im się ta zabawa, sami lubią coś ufilcować na mokro, lubią dobierać kolory wełny i je mieszać. Zresztą podobnie jest podczas warsztatów, to zawsze jest gwarno i kolorowo. Bardzo lubię tę twórczą atmosferę, możliwość wzajemnego inspirowania się.

Pracując w domu muszę mieć porządek, zwykle zanim przystępuję do pracy przygotowuję sobie miejsce. Rozpoczynając pracę wiem dokładnie czego będę potrzebować i gdzie to jest. Mam jakiś pomysł, plan, zarys. Później tworzy się zupełny nieład, wszędzie nici, szpilki, wełna, ścinki tkanin…zawsze widać, że praca w toku.  Twórczy nieład osiąga swoje apogeum tuż przed końcem pracy, jest częścią radości z ukończonego dzieła.

Jak oceniasz sektor rękodzieła w Polsce? Czy Twoim zdaniem młodzi ludzie zainteresowani rękodziełem nie tylko jako hobby, ale myślący także na poważnie o kreacji własnej marki w tym obszarze mają przed sobą trudne zadanie?

Na początku wspominałam, że kiedy ja stałam przed wyborem kierunku kształcenia, wybór artystycznego zawodu wydawał się nierozsądny. Rękodzieło mogło być czymś fajnym jako hobby. Tak też było traktowane przez odbiorców, jako coś co się robi przy okazji, tak bez wysiłku, w ramach relaksu, więc niby dlaczego miałoby mieć cenę.

A przecież mimo tego, że jest to przyjemność, to przecież jest to praca, w którą wkłada się swoje serce, swoją energię, kawałek siebie, nie mówiąc już o czasie. 

Dzisiaj widać już jakąś zmianę. Widać, że ludzie stają się bardziej świadomi tego, że to jest praca, że rękodzieło jest czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym, czego nie można kupić w sieciówkach. Sami rękodzielnicy także wydają się być bardziej świadomi wartości swojej pracy, a to też ważna zmiana.

W związku z tym otwiera się szansa dla tych, co myślą poważnie o przekształceniu swojej pasji w sposób na życie. Jest to przestrzeń dla młodych ludzi, którzy mają mnóstwo pomysłów, mają też możliwości by poznawać techniki rękodzielnicze, doskonalić warsztat.

Myślę, że jeśli ktoś jest zdeterminowany i kocha to, co robi, może w tej branży coś osiągnąć. Jeśli ktoś poważnie myśli o swojej marce, to przede wszystkim powinien słuchać tych którym w życiu coś się udało i iść do przodu realizując swój cel krok po kroku każdego dnia. Z pewnością pomoże oryginalność w sposobie prezentowania swoich prac.  Internet, media społecznościowe dają mnóstwo możliwości kreowania swojej marki, prezentowania swoich prac i sprzedawania ich. 

Myślę, że ważne jest, żeby się tego nie bać, być pewnym tego, co się robi i tego ile to jest warte. Z przyjemnością obserwuję znajomych rękodzielników, którzy swoje hobby zmienili w sposób na życie  i wypromowali swoją markę. Wiem ile trudu, ciężkiej pracy i determinacji ich to kosztowało.

Czy Twoim zdaniem rękodzieło wykorzystywane jest w otaczającym Cię środowisku  w wystarczającym stopniu, jako płaszczyzna do różnego rodzaju inicjatyw społecznych, jako element integracji międzypokoleniowej, pozaformalnej edukacji, podkreślenia tradycji, odkrywania wspólnej kulturowej przestrzeni? Czy też warto w tym obszarze zrobić więcej, promując je i upowszechniając wartości, które niesie?

Myślę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat wielokrotnie brałam udział w różnych lokalnych inicjatywach mających na celu integracje społeczności właśnie poprzez zajęcia rękodzielnicze.  Były to zarówno inicjatywy podejmowane przez grupy rękodzielników, polegające na spotkaniach z robótką przy kawie, początkowo w kawiarniach, później już w wynajmowanej świetlicy osiedlowej, która była w stanie pomieścić zainteresowanych. Były to także inicjatywy podejmowane przez organy samorządowe.

Takim dla mnie bliskim sercu przykładem są coroczne wernisaże „Bliżej siebie” organizowane w Wieliczce przez Radę Osiedla. Spotkania te mają na celu prezentację lokalnych twórców różnych dziedzin (malarstwo, rzeźba, koronkarstwo, ceramika, filcowanie, fotografia itd).

Owocem tych spotkań było zawiązanie się klubu koronki klockowej, które spotyka się regularnie. Dzięki takim inicjatywom ta mało znana technika jest przekazywana kolejnym zainteresowanym. Do grupy koronczarek należą nie tylko dorosłe kobiety, często przychodzą także dzieci i świetnie sobie radzą. To jest według mnie świetny przykład współpracy samorządów z mieszkańcami, sposób na integrację międzypokoleniową.

Tam, gdzie jest przyjazna przestrzeń, miesjce mogą powstawać takie grupy twórcze, zdarzało mi się prowadzić warsztaty w bibliotekach, często właśnie one organizują dla mieszkańców spotkania z rękodzielnikami.  Współpraca z biblotekami to jest też dobry sposób na promowanie rękodzieła i spotkania między pokoleniami.

Od kilku lat należę do kreatywnego zespołu Twórczych Czwartków, którego powstanie zainicjowały spotkania rękodzielnicze w bibliotece miejskiej. Dzięki współpracy z lokalnymi stowarzyszeniami oraz radą osiedla udało się zrealizować szereg programów nastawionych na integrację mieszkańców. Spotykamy się regularnie prowadząc twórcze zajęcia zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Prowadzimy także warsztaty tematyczne witrażowe, makramowe, scrapbooking, szycie, filcowanie.

Wydaje mi się, że takie aktywności mogą podejmować zarówno rękodzielnicy, jak i samorządy, organizacje pozarządowe. Najlepiej to wychodzi, kiedy jest między nimi współpraca i wspólna wola, by takie zajęcia mogły się odbywać. 

Warto takie spotkania inicjować, myślę że teraz będą one miały jeszcze większą wartość. Kiedy skończy się czas izolacji będziemy jeszcze bardziej potrzebować nawiązywania relacji. A fantastycznie można te relacje nawiązywać podczas twórczych spotkań. My już bardzo tęsknimy do tych spotkań i planujemy kolejną serię warsztatów.

Gdzie warto zajrzeć, by móc obejrzeć i ewentualnie kupić wykonywane przez Ciebie prace?

https://robotkowyswiatmychy.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *