Iga Borowiecka-Grzywacz z tytułem Ambasadora Polskiego Rękodzieła kampanii HANDMADE YOUTH AMBASSADORS Programme

Miłośniczka nowych wyzwań i to nie tylko artystycznych. Od 2016 roku prowadzi kARTkę Pracownię Działań Twórczych, w której gromadzi i rozdaje dobrą, twórczą energię prowadząc warsztaty, zajęcia i tworząc. Z tytułu wykształcenia działa w obszarach sztuk plastycznych ze szczególnym naciskiem na malarstwo ale od kilku lat jej głównym kierunkiem jest rękodzieło. Uwielbia mieszać techniki, przerabiać stare na nowe i działać w obszarze zero waste. Dla wytchnienia haftuje, robi biżuterię, szydełkuje. Mówi o sobie – „muszę mieć zawsze zajęte ręce”. Prywatnie mama, żona i totalny zwierzolub.

Jaki był pierwszy impuls, który skierował Cię na drogę artystyczną?

Nie pamiętam pierwszej chwili, impulsu twórczego. Moja mama mówiła, że gdy tylko wzięłam do ręki kredkę narysowałam tygrysa i mogła rozpoznać, że to rzeczywiście był tygrys. No, ale mama była też plastyczką i jej wyobraźnia mogła tylko równać się z miłością, jaką nas obdarzała. W pewnym momencie swojego życia uznała, że jesteśmy ważniejsi od malarstwa i od tej pory swój twórczy potencjał skierowała na szydełkowanie, haftowanie, szycie, ozdabianie naszej codzienności i uczenie innych.

W moim domu rodzinnym wiodły prym kobiety. Pamiętam wspólne wieczory i rysowanie papierowych lalek z ubrankami, nad którymi z zapałem pracowały mama z ciocią a ja z babcią podrzucałyśmy tylko pomysły i epoki. Wraz z tym jak dorastałam zmieniała się moja rola w tych procesach, coraz częściej z obserwatorki i uczestniczki przeistaczałam się w rolę główną i zaczynało się farbowanie tkanin, szycie poduszek, malowanie tiszertów a wszystko z udziałem innych kobiet- przyjaciółek, kumpelek. I tak jest do dziś.

Ukończyłam liceum i studia plastyczne, maluję ale przede wszystkim kocham tworzyć sztukę użytkową. Kocham ten termin, bo „design” nie oddaje w pełni bogactwa, jakie ze sobą niesie szeroki wachlarz polskiego odpowiednika.

Rękodzieło to połączenie pasji, miłości do przedmiotu i sztuki. Nie starcza mi czasu na realizację wszystkich pomysłów. Chciałabym umieć jeszcze więcej. Wciąż pojawiają się nowe media, farby dające nowe możliwości i znowu czuje się jak mała dziewczynka, która pierwszy raz z emocjami i drżeniem wyrusza na twórczą przygodę.

Czy przedmioty planujesz w oparciu o zaplanowane decyzje, czy też raczej efekty końcowe bywają kwestią nagłego pomysłu, impulsu, niespodziewanej inspiracji?

Moje tworzenie jest częścią życia i nierozerwalnie łączy jedno z drugim. W ostatnich latach mocno i świadomie angażuję się w działania proklimatyczne i bardzo ważnym czynnikiem w twórczości jest dla mnie etyka i odpowiedzialność, których odpowiednikiem jest upcykling.

Wykorzystuję deski z rusztowań, starych palet, stare puszki, opakowania…maluję też używane ubrania, przerabiam biżuterię lub robię ją z butelek PET. Nie planuję krok po kroku co powstanie ale pozwalam materiałowi przemówić do mnie. Dzięki temu każda rzecz jest pojedyncza i unikalna ale też i wydłuża się proces jej powstawania.

Często zdarza mi się coś zacząć i odłożyć „aż dojrzeje”. Lubię też nowinki – papiery, farby, media. Wszystko to powoduje u mnie twórczą gorączkę i niecierpliwie czekam aż otworzę pojemniczek, dotknę papieru i przejmą nade mną władzę. Wszyscy zajmujący się rękodziełem, kreacją znają to uczucie.

Jaki wpływ na Twoją twórczość ma miejsce, w którym tworzysz? Jak ważny jest panujący w nim nastrój, atmosfera, porządek, lub wręcz przeciwnie – może panuje w nim artystyczny nieład?

Zawsze pracowałam w domu. Próbowałam znaleźć darmową pracownię dla artysty ale mieszkam w niedużym mieście i takowych po prostu nie ma. Pięć lat temu powiedzieliśmy rodzinnie dość i założyłam kARTkę Pracownię Działań Twórczych. Jest to firma, a pomieszczenia wynajmuję, ale wreszcie dysponuję tylko swoim miejscem, w którym gromadzę swoje „przydasie, dziełka i materiałesy”.

Mam wrażenie, że dziwnym zbiegiem okoliczności ktoś podjada mi przestrzeń i ciągle jej brakuje. Muszę pogodzić tutaj wszystkie pasje i ustąpić pola dzieciakom, które przychodzą na zajęcia. Częstym zjawiskiem są burze mózgów, pomysły i chaos z jakiego rodzą się nowe dzieła. Tak naprawdę najważniejszym elementem mojej kARTki są ludzie- dzieci, rodzice i przyjaciółki.

Wielu z nich zostaje, relacje przeradzają się w przyjaźnie. Wiedzą, że jestem i mogą przyjść nie tylko tworzyć ale się wygadać, napić herbatki, pobyć. Często ktoś zagląda po poradę, Te relacje budują mnie, dają siłę a kARTka dzięki temu żyje i staje się azylem dla wszystkich wrażliwców.

Moje bałaganiarstwo równoważy psiapsiólka, która w zadziwiający sposób łączy pasję twórczą z umiejętnościa segregowania a wieczorki, które poświęcamy na „robotę” stały się ważnym elementem naszej codzienności.  Zresztą moje bałaganiarstwo jest pozorne bo każda rzecz ma swoje miejsce, półkę i nie daj boże zmienić, odłożyć inaczej bo się zawieruszy na lata.

Jak oceniasz branżę rękodzielniczą w Polsce? Wiele młodych osób zastanawia się o pójściu Twoją drogą, marzy o własnej marce, uznaniu, rozpoznawalności, jednak muszą też zmierzyć się z różnymi przeszkodami. Co może być Twoim zdaniem najtrudniejsze na początku i stanowić dla nich największe wyzwanie?

Mam wrażenie, że żyjemy w czasach, które wykuwają nową jakość i nowe podejście do życia, konsumpcji i tworzenia. Ludzkość w pogoni za chwilową i ulotną przyjemnością zgubiła sens tworzenia przedmiotów, które powinny być trwałe, funkcjonalne, piękne i powstawać w oparciu o naturalne materiały. Brzmi to jak przepis na rękodzieło?

Straciliśmy umiejętność czytania emocji z rzeczy a przecież wszyscy pamiętamy dedykowanie i ciepło jakie daje korzystanie z przedmiotów stworzonych dla nas. To trochę jak w książce Małgorzaty Musierowicz „Opium w rosole”, można kupić gotową zupę zrobioną według babcinego przepisu a jednak nie będzie smakować tak samo. Brakuje uczuć.

Czy czujemy się dobrze w kolczykach, które wiemy że powstały z naruszeniem praw człowieka? Czy mogą nam dać dobrą przyjemność? Jestem zwolenniczką tworzenia powiązań między ludźmi, sieciowania się twórców, odbiorców, spotkań, kiermaszów. Internet może być w tym bardzo pomocny ale i zgubny.

W natłoku informacji, obrazów z jednej strony trudno znaleźć artystów a z drugiej przebić się do odbiorcy. Na pewno dużym problemem dla polskiego rękodzielnika są ceny materiałów, w które musi zainwestować a zarazem trudności ze zbytem swoich dzieł. Lata „promocji za 4zł” stworzyły społeczeństwo, które nie jest w większości przygotowane na ceny naszych przedmiotów.

Wyjątkowość każdego „dziełka: godziny spędzone nad nimi, sam pomysł, umiejętności i użyte materiały składają się na efekt końcowy.  Każdy chciałby kupić możliwie jak najtaniej ale samemu nie wziąłby pracy poniżej średniej krajowej za godzinę. My spędzamy nierzadko tych godzin kilka, kilkanaście nad jedną rzeczą.

Moim zdaniem dużym ułatwieniem dla naszego środowiska byłoby stworzenie klarownych i prostych zasad funkcjonowania na rynku gospodarczym. Utworzenie firmy łączy się z opłatami, składkami i w zetknięciu z rzeczywistością wielu twórców albo działa w podziemiu albo zaprzestaje tworzenia.

Traci na tym kultura, która jest w dużej mierze dorobkiem materialnym społeczności. Moim marzeniem jest wplecenie rękodzieła w edukację, nadanie mu odpowiedniej rangi i stworzenie odpowiedzialnych, i docenianych środowisk twórczych. Ważnym aspektem jest łączność pokoleniowa, którą widać na warsztatach.

Osadzenie w tradycyjnych technikach nie musi oznaczać „skansenowej twórczości”, powstają nowe jakości będące wkładem we współczesny dorobek kulturowy. Kiedyś istniały komisje regionalne nadające twórcom uprawnienia. Nie wiem czy było to idealnym wyjściem ale nadawało rękodzielnikowi jakiś  wymiar, tworzyło prestiż.

Dobrym krokiem byłoby także zrzeszenie nas i pokazanie siły jaką jesteśmy. Na dzień dzisiejszy „roztapiamy” się w zmaganiu z codziennością i często tracimy najlepszych na samym starcie.

Brakuje wsparcia samorządów, promocji lokalnych twórców. Jesteśmy traktowani w taki samo sposób jak wytwórcy pieczywa czy kiełbasy a my tworzymy Sztukę.

Czy prowadzisz miejsca w sieci, w których można podziwiać i kupić Twoje prace?

W najbliższym czasie planuję ruszyć wreszcie z Instagramem, a na dzień dzisiejszy moje miejsce w przestrzeni wirtualnej to www.facebook.com/pracownia.kARTka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *