Paweł Ziółkowski i jego historyczne armie, zastępy wojów, mistyczne i legendarne stworzenia z modeliny

Moją pasją jest tworzenie figurek z modeliny. Szczególnie tych, które przedstawiają różnych wojowników. Posiadam już dość liczną kolekcję własnych armii, które pokazuję odbiorcom w Internecie, a czasem także na żywo podczas różnych wystaw.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z modeliną i dlaczego wybrałeś akurat ten rodzaj twórczości?

 Jako dziecko lubiące różne plastyczne zajęcia, miałem jakiś kontakt z modeliną już we wczesnym okresie swojego życia. Chociaż bardziej popularna plastelina była częściej przeze mnie używana. Najczęściej jednak rysowałem. Masy plastyczne znajdowały się w moich rękach dużo rzadziej.

Mając osiemnaście lat i dużo młodsze rodzeństwo (a właściwie jego część), zacząłem tworzyć figurki z modeliny do zabawy, dla brata i siostry. Brat miał dużą kolekcję samochodzików, więc ktoś musiał nimi jeździć. Oczywiście takie małe autka były często z drzwiami, których się nie dało otworzyć, więc tylko symbolicznie przewoziły ludzików wytworzonych moimi rękoma.

Figurki były tak robione, żeby odzwierciedlały naturalne proporcje, tak jak to w życiu, np. stojący człowiek sięgał ponad dach samochodu. Ilość figurek systematycznie się zwiększała. Byli zwykli cywile, były figurki przedstawiające różne zawody (co młodym przyszło do głowy, to powstawało).

Mając auta, kilka pudełek po butach (które służyły za budynki) i kilkadziesiąt takich figurek można sobie wyobrazić, że zabawa w miasto była przednia. Wtedy doceniłem materiał z którego powstawały te zabawki i zacząłem robić także dla siebie różne projekty z modeliny.

Tak jak wspomniałem, jako dziecko dużo rysowałem. Modelina zachwyciła mnie tym, że to co powstaje, istnieje w trzech wymiarach, że jest to kolorowe (ja najczęściej rysowałem ołówkiem). Poza tym wyroby da się utrwalić za pomocą odpowiedniej temperatury.

Jakie czynniki wpływają najczęściej na Twoją wenę i artystyczną wizję tego, co planujesz stworzyć?

 Moja twórczość opiera się głównie na dwóch światach, które stworzyłem jakiś czas temu. Oba światy to coś w rodzaju uniwersum, którego główną cechą jest ukazanie alternatywnej historii. W jednym i drugim świecie wojownicy różnych frakcji walczą między sobą, jak to ma miejsce w prawdziwym świecie.

Oprócz jednostek inspirowanych historycznymi żołnierzami, udział w walkach po stronie różnych nacji biorą także liczne mityczne i legendarne stworzenia. Mój drugi (nowszy) świat różni się skalą od poprzedniego. Figurki są mniejsze. Tworzę mniej frakcji, zyskując na ich liczebności.

Cechą wspólną obu światów jest nie trzymanie się kurczowo żadnych wzorów.

Często „coś” zobaczę i to mnie inspiruje. Co prawda, mam pewne stałe inspiracje, takie ogólne. Rzeczy, które się powtarzają w mojej twórczości. Przykładem może tu być motyw hoplity. Jest to jednostka historyczna. Piechur z wielką, okrągłą tarczą, oraz włócznią jako główną bronią. Jednostka znana ze starożytności, u mnie lepiona na różne sposoby.

Od hoplitów z motywem greckich znaków zodiaków na tarczach, przez Spartan, aż po żołnierzy „Świętego Zastępu” ( taka nazwa była zarówno używana w Tebach i Kartaginie). Czasem bywa tak, że coś nowego się pojawia i chcę to wykorzystać w kreatywny sposób.

Nowe motywy czerpię najczęściej z współczesnej kultury. Może mnie zainspirować stwór z filmu bądź gry komputerowej. A czasem po prostu sam coś wymyślam.

W skrócie, u mnie inspiracje biorą się głównie z historii, mitologii, legend, filmów, książek, gier komputerowych, ale za każdym razem staram się to odzwierciedlić na swój sposób, wkładając w to własną inwencję.

Jak wygląda Twoja pracownia? Co ułatwia Ci w niej pracę?


 Moja pracownia to pokój łączący dwie funkcje: mieszkalną oraz tę związaną z pasją. Mam narożne biurko, ciągnące się pod oknem na jednej ścianie i zakręcające na drugą, przyległą do niej. Daje to dużą powierzchnię roboczą.

Do samego lepienia używam najczęściej mało narzędzi. Dla mnie absolutna podstawa to nożyk i wykałaczka. Raczej polegam głównie na swoich palcach.

Pod ręką warto też mieć żyletkę i kilka narzędzi do robienia wzorów, czy odcisków, np aby stworzyć podstawki imitujące piasek odciskam na modelinie papier ścierny. Obok biurka są dwa poziomy blatów, na makiety. Na górnej ladzie najczęściej robię zdjęcia (ze względu na najlepszą dostępność światła). Makiety nie są zamontowane na stałe, mogę je dowolnie przesuwać i przenosić.

Blaty są białe, czasem pomaga to robić zdjęcia zimowych figurek. Dodatkowo mam też dużo półek w szafach, meble specjalnie zaprojektowane aż pod sufit, by pomieścić więcej gratów.

Oprócz ludzików zamkniętych w pudełkach, mogę trzymać tam materiały jak modelina, jakieś farbki, kleje, elementy drewniane i różne przydatne rzeczy.

Mam też dużo sztucznej zieleni do wykorzystywania na makietach. Aby ułatwić sobie fotografowanie moich żołnierzy, ścianę w pokoju mam pomalowaną na niebiesko, aby imitować niebo. Dodatkowym usprawnieniem jest też podłoga z płytek. Czasem bowiem modelinowe okruchy spadają. Jak się nie zauważy, to się rozdepcze. Płytki można wtedy oczyścić łatwo, skrobaczką do szyb, bo na wykładzinie byłby kłopot.

Jak oceniasz branże rękodzielniczą w Polsce? Czy Twoim zdaniem młodzi ludzie zainteresowani rękodziełem nie tylko jako hobby, ale myślący także na poważnie o kreacji swojej marki w tym obszarze mają przed sobą trudne zadanie?

 Według moich obserwacji rękodzieło w Polsce może być zajęciem dochodowym. Najlepiej radzą sobie osoby, które oprócz talentów artystycznych i zdolności manualnych mają także smykałkę do interesów i same potrafią poprowadzić swój biznes.

Aby jednak sprzedać rękodzieło w dobrej cenie, należy dbać o estetykę i jakość wykonania tworzonych przedmiotów.

Gdy ktoś jest młody, zazwyczaj łatwiej mu się uczyć, dlatego właśnie wtedy powinien wyrobić w sobie nawyki, które mu pomogą w stworzeniu marki.

Uważam, że najważniejsze dla osób chcących zarabiać w tej branży są: precyzja, estetyka, dobry pomysł (najlepiej coś oryginalnego, czego nie robią inni), umiejętność czerpania radości z tworzenia indywidualnych zleceń (według pomysłów klienta).

Jest trudno spełnić wszystkie te wymogi. Osobiście jestem zdania, że na wszystkim da się zarobić, tylko są zawody i usługi za które ludzie chcą dać więcej lub mniej pieniędzy. W rękodziele tak na prawdę od twórcy zależy czy mu się uda. Jest to bardzo indywidualna kwestia.

Jednemu się powiedzie ze względu na niemal fabryczną jakość i estetykę, mimo, że będzie tworzył jakiś popularny motyw. Ktoś inny wybije się na oryginalności i ciekawym pomyśle. Często personalizacja jest w cenie, bo wtedy produkt jest najbardziej unikalny.

Myślę, że idea zarabiania na własnej pasji, powinna być głównym motorem napędowym. Bo zawsze można pracować gdziekolwiek, ale często to nie daje satysfakcji i jeśli ktoś czuje potrzebę spełniania się jako rękodzielnik. To może połączyć konieczność zarabiania, z czerpaniem radości z tego co się robi.

Czy Twoim zdaniem rękodzieło wykorzystywane jest w w Polsce w wystarczającym stopniu, jako płaszczyzna do inicjatyw społecznych, element integracji międzypokoleniowej, odkrywania wspólnej kulturowej przestrzeni?

Czy też warto w tym obszarze zrobić więcej, promując je i upowszechniając wartości, które niesie? Kto powinien podejmować takie inicjatywy? Organy samorządowe, urzędy miejskie, organizacje pozarządowe?

Myślę, że w tej kwestii można zrobić więcej niż obecnie jest robione. Mieszkam obok dwóch pięknych miast: Krakowa i Wieliczki, we wsi Śledziejowice . Oba miasta przyciągają turystów z całego Świata. Niewątpliwie rękodzieło stanowi ważny element kultury tego regionu.

Wizja twórczości artystów rękodzielników postrzegana, tylko jako element biznesu i bogacenia się pojedynczych osób czy nawet całego obszaru, zabija jednak duży społeczny potencjał jaki za sobą może nieść rękodzieło. Słyszy się o różnych inicjatywach i organizacjach, próbujących przybliżyć ludziom rękodzieło.

Da się nabyć przedmioty ręcznie wykonane, zarówno przez fachowców, jak i przez osoby, które je tworzą na warsztatach terapii zajęciowej, co pomaga im ćwiczyć ważne umiejętności społeczne.

Są organizacje, które zajmują się promowaniem rękodzieła wśród dzieci i młodzieży. Znam miejsca w których, organizuje się warsztaty rękodzielnicze. Wydaje mi się, że jest duża przestrzeń, którą możnaby bardziej wykorzystać, pod tym kątem.

W miejscowościach wokół Wieliczki jest dużo świetlic środowiskowych. W Krakowie domy kultury, w różnych dzielnicach. Myślę, że w takich ogólnodostępnych miejscach powinno się organizować więcej rękodzielniczych warsztatów i wydarzeń.

W dzisiejszych czasach, zdolności manualne sprowadzają się głównie do szybkiej obsługi klawiatury i myszki komputerowej. Warto rozwijać rękodzieło, nie tylko dla potrzeb „muzealnych”, ale wykorzystywać je jako działalność rozwojową wpisującą się w nowe warunki cywilizacji, ale także jako zabezpieczenie podstawowych umiejętności, na wypadek czarnego scenariusza, rodem z filmów katastroficznych, podczas potencjalnego niespodziewanego kryzysu.

Myślę, że aby doszło do większego rozwoju rękodzielnictwa i zwiększyło się zainteresowanie ludzi tym tematem, należałoby włożyć dużo wysiłku ze strony twórców, organizacji samorządowych, bądź organizacji prywatnych.

Musiałoby to być zrobione mądrze, żeby zachęcić ludzi do tak niecodziennych działań. Rękodzieło przyniosłoby najkorzystniejsze owoce, gdyby zaangażowali się w to ochotnicy, z różnych pokoleń. Ludzie doświadczeni przekazywali by wiedzę zainteresowanym nauką, młodym osobom.

Ja mam 33 lata, a jestem zaskoczony różnicą, jaką widzę po rozmowach z pokoleniem moich rodziców. Oni w szkole uczyli się wiele bardziej praktycznych rzeczy niż kolejne generacje. Nawet uczono ich robienia na drutach. Nie zatracajmy tego co już umiemy, jako ludzkość. Idąc do przodu, nie cofajmy się do tyłu.

Gdzie można znaleźć Twoje prace?

Moje prace można znaleźć na stronie: https://facebook.com/modelina.amator . Warto śledzić co się tam dzieje, zwłaszcza jeśli chciałoby się zobaczyć tę twórczość na żywo. Bo właśnie tam najłatwiej trafić na informację, że biorę udział w jakimś wydarzeniu lub organizuję wystawę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.