O lampach tworzonych z…tykwy, opowiada Patrycja Bartosiewicz-Kopeć

Od jak dawna towarzyszy Ci w życiu zamiłowanie do rękodzieła?

Mam artystyczną duszę, od dziecka kocham tworzyć, jeśli w ciągu np. jednego miesiąca nie stworzyłam czegoś kreatywnego to miałam w sobie niepokój, to takie uczucie jakbyś bardzo chciała zjeść czekoladę, a nie masz jej i cały czas o niej myślisz. Dlatego zaspokajałam tę potrzebę różną sztuką, rękodziełem, malowałam, kolorowałam, wyszywałam, robiłam zdjęcia, aż w końcu odkryłam lampy z tykwy.

Pierwszy raz zetknęłam się z nimi w pewnej znanej restauracji. Prawda jest taka, że gdy przechodziłam obok tej restauracji, zawsze chciałam do niej wejść tylko po to by móc zobaczyć te lampy 🙂 W końcu pewnego dnia wybrałam się tam i dowiedziałam się, że lampy te są wykonane z tykwy. To był pierwszy krok. Potem poszukiwałam informacji o tykwie, oglądałam lampy w Internecie i zamarzyłam o zaczęciu pracy właśnie z tykwą.

Z czego czerpiesz  najczęściej inspiracje do swoich projektów?

Z całego świata, który mnie otacza, choć najbardziej inspirują mnie pory roku, wiosną i latem uwielbiam robić lampy w kwiaty, bo kwiatów jest wtedy mnóstwo i mam ogromną potrzebę uwiecznić je na tykwie. Jesienią lubię tworzyć lampy w kolorach bardziej stonowanych, w odcieniach jesieni – pomarańczowy, brązowy, natomiast zima kojarzy mi się ze śniegiem i świętami i takie kolory są wtedy w mojej duszy. Ale świat to nie tylko pory roku i przyroda, świat to także np. tkaniny, to wystój wnętrz, czy moda – często zdarza mi się, że zobaczę u kogoś ciekawy wzór na bluzce, albo jakąś piękną tapetę i to podsuwa mi kolejne pomysły.

Poza tym inspirują mnie też moi klienci, oni często podsuwają jakiś pomysł, np. tak było w przypadku lampy w rowery, która trafiła do pokoju małego chłopca – to on wymarzył sobie żeby na lampie był rower stary i nowy i żeby były tam odcienie zieleni i brązu. Zawsze staram się wykonać lampę tak by spełnić oczekiwania moich klientów, ale ta lampa musi też spełnić moje oczekiwania, więc jeśli coś mi się w niej podoba, to pracuję nad nią tak długo, aż w końcu uznam, że jest idealna 🙂

Tykwa jest tak wspaniałą rośliną, że pozwala na wykorzystanie na wiele sposobów, dlatego czasami robię też np. szkatułki, budki dla ptaków, ozdoby choinkowe, pisanki z tykwowych jajek czy domki –  latarenki. 

Czy najbliżsi podzielają Twoją pasję i uczestniczą w jakimś stopniu w Twojej twórczości?

Myślę, że gdyby mój mąż nie powiedział pewnego dnia „No to posadźmy te tykwy” 🙂 – to pewnie nigdy bym nie zaczęła robić moich lamp. Moją pierwszą multiszlifierkę też kupił mi mąż, na prezent świąteczny. W pierwszym roku mojej przygody z tykwą, pierwszych 8 nasionek posadziłam u mojej teściowej, u której dalej sadzę tykwy, ale teraz oczywiście już trochę więcej 🙂 I myślę, że ona też czerpie z nich radość.

W kolejnym roku zaraziłam tą pasją moich rodziców, najpierw tatę, który też posadził tykwy a potem pielęgnował krzaczki, a następnie i mamę, która również ma artystyczną duszę – rodzice mają już tym sposobem w domu co najmniej 7 lamp z tykwy. Babcia mojego męża też czerpała radość z moich tykw, bo wiosną i latem siedząc na tarasie uwielbiała oczyszczać tykwy – mówiła, że ją to relaksuje. Moja siostra z kolei pomaga mi z marketingiem, a szwagierka ze zdjęciami, gdy sama ich nie mogę robić bo pozuję z tykwami 🙂 Także chyba nie ma w mojej rodzinie osoby, która w jakiś sposób nie byłaby zaangażowana w moją pasję.

Moi najbliżsi bardzo uczestniczą w mojej twórczości i wspierają mnie jak tylko mogą, za co jestem im ogromnie wdzięczna.

Czego młodzi twórcy myślący dziś na poważnie o rozwijaniu warsztatu,  powinni unikać, a do czego przykładać największą wagę, by harmonijnie budować swój wizerunek i swoją markę handmade?

Myślę, że przede wszystkim powinni słuchać swojego serca. Może zabrzmi to banalnie, ale ja gdy słucham serca jestem wtedy szczęśliwa i mam wrażenie, że jest to zgodne z tym co mówił Paulo Coelho „gdy czegoś pragniesz, to świat działa potajemnie byś mógł to pragnienie spełnić ”.

Czuję czasami, że gdy wykorzystuję talent, który otrzymałam niejako w darze, to świat się cieszy i pomaga mi, bo idę w dobrym kierunku. Dlatego, jeśli czujecie, że macie w duszy sztukę to nie bójcie się tej drogi, nie pozwólcie żeby przyziemność kazała wam wybierać pozornie opłacalne zawody, bo jeśli nie tego pragniecie to będziecie tylko marnować czas. Inne rzeczy typu marketing, reklama itp. – tego można  się nauczyć, czasami będzie wychodziło lepiej czasami gorzej, ważne żeby się nie poddawać.

Jaki odbiór ma obecnie w społeczeństwie twórca-rękodzielnik? Czy opinie o takiej drodze zawodowej opierają się głównie na tym, co znamy, widzimy wśród znajomych, rodziny itp., czy też bardziej pokutują w nich jakieś stereotypy?

Mam wrażenie, że w Polsce rękodzieło dopiero zaczyna być cenione. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że wszystko co zrobi maszyna jest idealne i dlatego też lepsze, teraz ludzie zaczynają doceniać indywidualność przedmiotów, chcą żeby otaczały ich rzeczy robione z sercem, rzeczy z duszą, nie muszą być idealnie wykonane bo właśnie ich piękno tkwi w tej czasami drobnej niedoskonałości, ale i też w ich indywidualności – rzecz robiona ręcznie jest jedyna w swoim rodzaju, unikatowa i to zaczyna być doceniane. Czy są stereotypy w stosunku do rękodzielników – tak, tak samo jak w stosunku do wszystkiego innego, niemniej jednak rzeczy tworzone ręcznie są tak wyjątkowe, że jest mnóstwo ludzi, którzy potrafią je docenić.

W jakich miejscach w sieci można zobaczyć i nabyć Twoje projekty?

Najbardziej działam na Facebooku, i tam zapraszam do mojego fanpage’a  https://www.facebook.com/Dream.Art.Gourd/

Ponadto można znaleźć mnie na Instagramie https://www.instagram.com/dream.art.gourd/ oraz pooglądać mojego bloga http://dreamartgourd.blogspot.com/.

Zapraszam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.