Koszyki i Wybryki Marii Świerczyńskiej

W jaki sposób odkryłaś w sobie pasję do wikliny papierowej?

7 lat temu, po nabytych w trakcie warsztatów umiejętnościach z bibułkarstwa,  brakowało mi  koszyczków, w których mogłabym ułożyć kompozycje  kwiatów z bibuły.  Podczas przeglądania różnych stron internetowych natknęłam się przypadkiem na koszyki z wikliny papierowej i ten temat mnie bardzo zainteresował.

W tamtym czasie problemem było dla mnie również poruszanie się w świecie wirtualnym, więc metodą prób i błędów rozpoczęłam swoją przygodę z wikliną papierową. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to trening czyni mistrza, trenowałam i trenuję nieprzerwanie, od skręcania rureczki z papieru do dużych projektów, a jeszcze wiele jest przede mną. Wiklina papierowa stała się moją prawdziwą pasją!

Co ma wpływ na Twoje twórcze decyzje, wybór kolorów, materiałów, technik itp.?

Zazwyczaj działam pod wpływem impulsu, nie mniej jednak kieruję się porą roku zarówno w przeznaczeniu rzeczy, którą wyplatam jak i jej kolorystyce. W przeważającej mierze to  kolory natury mają wpływ na kolorystykę moich prac. Ponieważ tworzę głównie z recyklingu, więc skrzętnie segreguję nakręcone rurki z papieru wg kolorów, co umożliwia mi później uzyskanie cieniowanej pracy.

Recykling makulatury daje ogromne możliwości twórcze, dlatego też moje prace nie są malowane, choć na takie często wyglądają. Uwielbiam efekt końcowy jaki widzę na swojej pracy (plaża, morze, niebo), zwłaszcza w koszach piknikowych. Często patrzę z okna na łąkę, na krajobraz, te widoki dają mi wzór jak dobrać kolory rurek. Inspiracją są również zdjęcia robione w lesie, co też znajduje odzwierciedlenie w moich pracach, z których powstała rękodzielnicza marka Koszyki i Wybryki.

Jak wygląda Twoja pracownia? Co ułatwia Ci w niej pracę?

Mój centralny punkt działania to kuchnia. Tutaj dzielę swój czas między obowiązkami, a pasją. Ponieważ mieszkam sama, więc kuchnia jest moim królestwem. Tutaj mam swój stoliczek, na którym tnę makulaturę, ręcznie skręcam rurki, a kiedy wyplatam umieszczam na nim tacę obrotową.

Rolę magazynku do rękodzieła pełni z powodzeniem pralnia, gdzie gromadzę kleje, lakiery, gilotynę, nakręcone rurki, które w miarę potrzeb dobieram potem w trakcie wyplatania. Stosy makulatury przechowuję w garażu. Niezbędne w mojej pracy narzędzia to zdecydowanie gilotyna do cięcia makulatury, taca obrotowa i obciążnik przy wyplataniu. Natomiast do wykończenia prac są nimi cążki i pędzle do lakierowania.

Jak oceniasz branżę rękodzielniczą w Polsce? Wielu młodych twórców, czytając ten wywiad, może pomyśleć – też tak chcę! Bo przecież każdy rękodzielnik, stojąc na początku twórczej drogi marzy o uznaniu, podziwie, rozpoznawalności własnej marki. Co poradziłabyś dziś tym młodym ludziom, z perspektywy Twojej kariery artystycznej?

W czasach, kiedy tania i ogólniedostępna chińszczyzna masowo zalewa nasz rynek, nastały ciężkie czasy dla rękodzielnictwa.  Ogromne koszty prowadzenia działalności powodują fakt, że cenowo nie jesteśmy w stanie być konkurencyjni. Często bywam na różnych kiermaszach i zachwycają mnie wyroby naszych rękodzielników, ale to klient decyduje ostatecznie o tym, co kupi i to jego należałoby edukować, że kupując rękodzieło, kupuje towar dobrej jakości. A o wyborze klienta często decyduje zasób portfela.

Droga do uznania, podziwu i rozpoznawalności marki jest dla cierpliwych, ale do pokonania. Początkiem drogi jest uwierzyć w siebie i kierować się zdrową samokrytyką. Miłość do swojej pasji przekuć na jakość . Pokazać się w mediach społecznościowych, zakładając fp, wejść do grupy z rękodziełem, poddawać ocenie nasze prace, nie bać się konstruktywnej krytyki, ale wyciągac z niej wnioski, obserwować innych, którym się udało.

Teraz, kiedy jest możliwość skorzystania z NDG (Nierejestrowa Działalność Gospodarcza), warto wyjść ze swoimi dziełami do ludzi.Idealnym miejscem są do tego np. małe  kiermasze, bo dają możliwość zetknięcia się z klientem, rozmowy z ludźmi i wyciągania wniosków, jak oceniają oni nasz wyrób. W sposób przemyślany warto stworzyć logo marki i zadbać o reklamę.

Ciągle doskonalić swój warsztat i być pewnym jakości swoich wyrobów. Na kiermaszach często bywają media, trzeba przyciągać je wystrojem stoiska, uśmiechem, zaproszeniem, a takie kontakty skutkujące np wywiadem czy wzmianką w prasie, będą potem owocowały rozpoznawalnością naszej marki. Reszta to praca i praca, a sukces przyjdzie sam.

Czy Twoim zdaniem rękodzieło wykorzystywane jest w otaczającym Cię środowisku  w wystarczającym stopniu, jako płaszczyzna do różnego rodzaju inicjatyw społecznych, element integracji międzypokoleniowej, pozaformalnej edukacji, podkreślenia tradycji, odkrywania wspólnej kulturowej przestrzeni? Czy też warto w tym obszarze zrobić więcej, promując je i upowszechniając wartości, które niesie?

Zawsze zachwyca mnie rzecz nietuzinkowa, piękna biżuteria, torebka, dekoracyjny drobiazg itp., jest to właśnie rękodzieło, które nieczęsto widuję w swoim środowisku. Może dlatego, że rękodzieło jest luksusem i nie każdego na nie stać. Podziwiając czyjeś wyroby, staram się zawsze dociec, jak to jest zrobione, a bywa nawet, że dana technika tak mi się spodoba, że chciałabym się jej nauczyć. Jednak tu barierą bywa brak podstaw, dodatkowego czasu itd.

W moich obserwacjach zauważam, że rękodzieło zaczyna być dostrzegane jako element integracji środowiska poprzez organizowanie warsztatów dla różnych grup wiekowych, w których również  niejednokrotnie uczestniczyłam.  Takie warsztaty to cenna inicjatywa pozwalająca rozwinąć swoje pasje, poznać różne techniki prac plastycznych, ciekawych ludzi, a niekiedy to też lekarstwo na  samotność. To są wartości bezcenne.

Uważam, że już na etapie edukacji szkolnej powinno się zachęcać młodych ludzi do uczestnictwa  w różnych warsztatach. Każdy człowiek ma inne predyspozycje i dobry obserwator jest w stanie ocenić co w takim młodym człowieku należy rozwijać. Istnieje tyle twórczych kierunków i specjalizacji, może więc warto zadbać o to,  by nasze dziecko pokochało to, co je najbardziej pasjonuje, nie każde musi być przecież lekarzem, adwokatem itp.

Może chce być garncarzem-ceramikiem,  itd… a może chce wyplatać koszyki tak jak ja. Niech młodzi ludzie uczą się ginących zawodów, to może być pasją i sposobem na życie. Ponieważ wszyscy powinniśmy być zatroskani o los naszej planety, edukujmy się również w zakresie recyklingu robiąc coś z niczego. I tutaj widzę w roli głównej właśnie rękodzieło, wraz z ogromnymi możliwościami, które oferuje.

Organy samorządowe we współpracy z organizacjami pozarządowymi powinny podejmować moim zdaniem różnorodne działania zmierzające do wspierania cennych inicjatyw w zakresie integracji międzypokoleniowej, co będzie gwarantowało kultywowanie naszych tradycji.

Gdzie warto zajrzeć, by móc obejrzeć i ewentualnie kupić wykonywane przez Ciebie wyroby

Serdecznie zapraszam na fanpage Koszyki i Wybryki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.